02/12/2024
Cześć!
Zapewne widzieliście, że ostatnio mieliśmy dłuższą przerwę w działaniu. O co chodzi?
Wynajmujemy od miasta lokal już ponad 8 lat. Nasze otwarcie o rok opóźniła opieszałość konserwatora zabytków. Zaraz po otwarciu przyszedł covid. Po nim z kolei inflacja.
Wszystko powyższe byliśmy w stanie przetrwać wielkim wysiłkiem i samozaparciem. Wychodzenie z ciężkich sytuacji i kontynuowanie działalności powinno budować zaufanie do nas jako najemcy, a jest dokładnie odwrotnie. Nigdy nie przypuszczaliśmy, że to akurat miasto będzie naszym największym wyzwaniem. Nawet nie miasto, a jego urzędnicy.
Nie ma co ukrywać, że trudna sytuacja gospodarcza dotknęła wszystkich, a w szczególności małe przedsiębiorstwa. Widać to doskonale po pustych lokalach w całym mieście. Nas te trudności nie
ominęły. Pojawiły się opóźnienia w płatnościach i zaległości czynszowe.
Mimo, że przez okres ośmiu lat zapłaciliśmy miastu niemal 1,5 miliona złotych, gdy pojawiły się trudności finansowe z naszej strony, spotkaliśmy się z obojętnością, złośliwościami i generalną
apatią. Z ust urzędnika miejskiego padło w naszą stronę oskarżenie o okradanie miasta (sic!).
Na każdą propozycję wyjścia z trudnej sytuacji urzędnicy odpowiadali, że nie muszą się na nic zgadzać. Nawet, gdy proponowaliśmy pojawienie się inwestora, który pokryłby całość zaległości, woleli wypowiedzieć nam umowę i narazić miasto na stratę. Tutaj znowu usłyszeliśmy, że urzędnicy nie są zainteresowani zaległościami i ich spłatami - wyrzucają najemców i w tabelkach mają problem rozwiązany.
Wypowiedzieli nam umowę najmu podczas czekania na odpowiedź od Skarbnika Miasta w sprawie rozłożenia zaległości na raty. W trakcie procedury, którą sami nam zalecili i mimo zapewnień urzędników, że w tym czasie działania windykacyjne są wstrzymane.
Sprawa trafiła do sądu. Czekamy na prawomocny wyrok, który przesądzi o naszym losie. Urzędnicy miasta, jednak nie czekają. Wobec oporu ze strony pracowników ZGN (mimo naszej
nieprzerwanej chęci wypracowania porozumienia) przy pierwszej możliwej dla nas prawnie okazji - uzyskaliśmy postanowienie sądu o wstrzymaniu egzekucji. Zostało ono zignorowane przez urzędników.
Miasto trzykrotnie próbowało nas zamknąć w tym czasie, raz nawet wprowadzając w błąd policję, twierdząc że mają prawomocny wyrok. Liczą na to, że bez działalności w lokalu pozbawią nas środków do walki z nimi w sądzie. Ponoć to standardowa procedura, ale nie chcemy dać się im zdusić.
Jedyne czego oczekujemy teraz od pracowników ZGN i innych urzędników miejskich - to zaprzestanie agresywnych działań i poczekanie na decyzję sądu w sprawie. Wcześniej wydawało nam się to naturalne i nie przypuszczaliśmy, że urzędnik może zapewniać nas o jednym, a w międzyczasie po cichu robić drugie. Po przejściach w ostatnim miesiącu jesteśmy wykończeni nerwowo, bo nie wiemy do czego jeszcze są w stanie się posunąć. Zasłaniając się interesem miasta, a w praktyce wyniszczając swojego najemcę i jego działalność, uniemożliwiając obu stronom wyjście z trudnej sytuacji.
Urzędnicy nie przejmują się konsekwencjami swoich działań, bo to nie oni je ponoszą. Dlaczego samowola musi odbywać się kosztem mieszkańców, przedsiębiorców, po prostu ludzi? Włożyliśmy w Foton całe serce i dlatego walczymy o to miejsce i się nie poddamy.
Jesteśmy szczęściarzami, że mamy super ekipę barową, która stoi za nami murem, jest zwarta i gotowa na nasze otwieranie i zamykanie.
Dlatego w tym miejscu chcieliśmy poprosić Was o wsparcie - w postaci udostępniania tego postu. Może nagłośnienie tej sprawy skłoni urzędników do refleksji nad swoimi działaniami i ich wpływem na życie innych.
Otrzymaliśmy dużo ciepłych słów od bywalców fotonowych, ale też i od sąsiadów z Wilczej. Bardzo za nie dziękujemy, dają nam siłę w tej absurdalnej sytuacji. Trzymajcie za nas kciuki i wpadajcie w odwiedziny - będzie nam niezmiernie miło