29/06/2024
Kolejny krok na mojej surfingowej drodze. Wróciłem do Portugalii, gdzie złapałem swoją pierwszą falę.
Miałem okazję poznać kilka legendarnych spotów. Zanim je wymienię i pokrótce opiszę swoje wrażenia - pozwólcie, że podzielę się refleksją.
Surfing jest jak balsam dla mojego ciała i duszy.
To jedno z niewielu doświadczeń, które wymaga ode mnie dostosowania się do tempa narzucanego z zewnątrz.
W bliskości oceanu zwalniam i dostrajam się do jego naturalnego rytmu. To dla mnie, osoby będącej w ciągłym wewnętrznym pośpiechu, jedno z najbardziej kojących uczuć, jakich doświadczyłem w swoim dotychczasowym życiu.
Jeżeli też "gonisz" i nie potrafisz zwolnić to moją radą dla Ciebie jest spróbowanie surfingu.
---
W trakcie tego tripu miałem jeszcze kilka surfingowo-życiowych refleksji. Popracowałem też nad kilkoma elementami technicznymi (m.in.
turtle roll) i dzięki lekturze kolejnego elementarza sztuki surfingu poszerzyłem swoje zrozumienie tego, co, jak, i dlaczego dzieje się w wodzie.
Ok, a teraz króciutko o tym, gdzie byłem i co widziałem.
Na początek powiem tylko, że okres wakacyjny to nie jest najbardziej optymalny czas na surfing w Portugalii, gdyż ten przypada na jesień i zimę. Niestety, to się potwierdziło. Przez cały wyjazd warunki surfingowe wahały się od "nieistniejących" do "mizernych". To oczywiście wpłynęło na moje doświadczenia z poniższych spotów.
Zacząłem od Costa da Caparica - popularnej miejscówki, szczególnie wśród mieszkańców Lizbony, którzy w niecałe pół godziny mogą przejechać na drugą stronę rzeki Tag i cieszyć się tym piaszczystym beach breakiem. Sama mieścina trochę mi się kojarzy z festyniarskim kurortem nastawionym wyłącznie na niewymagającego turystę. Brak uroku nadrabiany jest natomiast piękną, piaszczystą, szeroką plażą. Zważywszy na bliskość miasta, a przez to łatwość dostania się do spota oraz fakt, że jest to w pełni piaszczysty beach break, na którym obecni są ratownicy, to wydaje się to być fajną miejscówką dla początkujących. Ja miałem tam jeden przyzwoity dzień, kiedy na swoim 8. stopowym softboardzie złapałem kilka "falek", które pozwoliły mi przypomnieć sobie jakie to cudowne uczucie. Niestety, zdarzył się też dzień, kiedy kompletnie nie było po co wchodzić do wody.
Kolejnym przystankiem były okolice Baleal i Peniche. Tam miałem okazję odwiedzić jeden z najbardziej znanych spotów zarówno w Portugalii jak i na świecie - Supertubos. Plaża fenomenalna. W ogóle nie wiedziałem, że w Portugalii są aż tak piękne plaże. Niestety, ja widziałem tylko mikro-tubos.
Surfować udało mi się natomiast na plaży Baleal Północ i Południe. Znowu, bardzo fajna plaża ale już odrobinę bardziej zatłoczona. Szczególnie w dniu, w którym warunki były przyzwoite to ludzi w wodzie było naprawdę sporo. Obie plaże to kolejne przykłady całkowicie piaszczystych beach breaków. Piękna natura dookoła i naprawdę zacna infrastruktura plażowa. Kolejne spoty bardzo przyjazne dla początkujących ale dające też sporo fun’u trochę bardziej zaawansowanym surferom.
Ostatnim przystankiem na trasie była znana w świecie surferskim Ericeira a dokładniej plaża Ribeira de Ilhas, która jest na liście World Surfing Reserve i na której odbywały się zawody World Surfing League, czyli odpowiednika piłkarskiej Champions League w świecie surfingu. Po piaszczystych beach breakach przyszła kolej na kamienisty point break. Nie ukrywam, że na tym etapie swojej surferskiej drogi znacznie pewniej czuję się, wiedząc, że na dnie jest piasek, a nie kamienie.
Ribeira de Ilhas okazała się najbardziej kapryśna i wymagająca. Już samo wejście i wyjście z wody potrafiło być dosyć wymagające. Oszczędzę Wam tłumaczenia specyfiki tego spotu i powiem tylko, że choć udało mi się tam złapać jedną taką falę, która sprawiła mi mnóstwo przyjemności i była dowodem progresu, który zrobiłem, to mam poczucie, że jeszcze muszę tam wrócić jako lepszy surfer i w pełni skorzystać z dobrodziejstw oferowanych przez to miejsce.
---
Do Polski wróciłem jeszcze bardziej zakochany w surfingu. W drodze do mnie jest już sześć kolejnych książek o tematyce surferskiej. Na dniach kupuję sobie deskę surfskate, która pomoże mi popracować nad techniką „na sucho”. Innymi słowy, nie mogę się już doczekać kolejnej okazji do złapania kilku fal. Jeżeli Ty lub Twoi znajomi też chcielibyście spróbować to przypominam, że już od października wracają campy Pierwsza Fala. W ich trakcie, w komfortowych warunkach, dzielę się wszystkim tym co już wiem o surfingu i ułatwiam Wam zanurzenie się w świecie surfingu.
---
Autor zdjęć i tekstu: Adam Jerzykowski